Wstępna konsultacja o wartości 150zł teraz w cenie 0zł !
Skontaktujemy się z Tobą i ustalimy szczegóły spotkania w ciągu 24h!

O mnie

Pokrótce

Jestem filologiem języka niemieckiego, doradcą i mediatorem rodzinnym, nade wszystko coachem (z tytułem Personal Coach xpand certyfikowanym przez Europäisches Netzwerk für Beratung, Psychologie und Therapie e.V.), miłośniczką i praktykantką „Komunikacji Empatycznej”, a prywatnie szczęśliwą żoną i mamą Michalinki.

Jako coach pracuję z dojrzałymi kobietami w przełomowych momentach ich życia. Pomagam im zwycięsko przejść przez te zarówno chciane jak i niechciane zmiany, by mogły na co dzień doświadczać radości, satysfakcji z pracy i spełnienia w życiu osobistym.

Trochę dłużej (dla tych, którzy się nie spieszą)

moja droga…

krótka historia o moich zawodowych poszukiwaniach, które doprowadziły mnie do szczęśliwego punktu, w którym aktualnie jestem

Moja droga do miejsca, gdzie jestem DZIŚ ZAWODOWO nie była prosta, precyzyjnie zaplanowana czy przemyślana, tak by jak najszybciej dojść do CELU.

Wręcz przeciwnie…

Życie po studiach…

Po ukończeniu moich ukochanych studiów na filologii germańskiej na KUL-u w Lublinie pracowałam w szkole starając się zaszczepić w młodych sercach miłość do języka Goethego i Schillera. Różnie to wychodziło, na szczęście częściej lepiej niż gorzej, ale utrzymać się z tego nie było łatwo (obiadki w domu rodzinnym ratowały mój kruchy budżet).

Marzenia o karierze…

Pewnego dnia zachciało mi się zrobić „karierę” w biznesie - przekonana, że teraz "zawojuję świat" (jak nie JA, to KTO? ;-)) - zatrudniłam się jako tłumacz języka niemieckiego w pewnej renomowanej firmie w Poznaniu, zajmującej się budową konstrukcji stalowych dla odbiorców w Niemczech.

Oj, był to czas wielkich wyzwań, szczególnie lingwistycznych :-)!

Dla przykładu tłumaczyłam „Instrukcję technologiczną spawania… jakiegoś tam”.

O Matko! Nie rozumiałam tego ani po polsku, ani w moim osobistym tłumaczeniu na niemiecki. Do dziś żywię gorącą nadzieję, że nikt nigdy, przenigdy z niej nie korzystał (przepisy BHP powinny tego surowo zabronić!)

Takich i podobnych kwiatków miałam zdecydowanie więcej, wtedy też doszło do mnie, że trzeba się doszkolić i przebranżowić. Nie ma rady.

Dalsze szkolenia i dłuższa chwila zawodowego zastoju…

Ukończenie kolejnych studiów (tym razem z zarządzania i marketingu) mi to umożliwiło.

I tak oto przez kilka kolejnych lat piastowałam zaszczytne (hi hi) stanowisko „specjalisty ds. marketingu” i czegoś tam jeszcze w zależności od firmy, w której aktualnie pracowałam (a było ich… niech policzę: 1, 2, 3, 4 - w ostatniej utknęłam na duuużo dłużej!).

W sumie – muszę przyznać szczerze – nie mogłam narzekać: praca przyzwoita (nawet niemiecki się przydawał), zarobki w porządku (szczególnie, gdy wpadały premie i delegacje), zespół bardzo fajny (pozdrawiam wszystkich ciepło!), a jednak…

A jednak było mi źle. Źle! ŹLE!!! Dlaczego?!

Wielkie odkrycie…

Dziś wiem to doskonale – moja praca nie była spójna ze mną, z moimi wartościami (!) i pragnieniami, nie mogłam (bądź nie umiałam) wykorzystać w niej moich talentów i silnych stron osobowości. A bardzo tego pragnęłam!

Od zawsze wiedziałam, że fascynuje mnie człowiek, że uwielbiam pracować z ludźmi, dając im konkretne dobro, wsparcie, empatię, pomagając im odkrywać bogactwo i piękno, które każdy z nas w sobie nosi!

I… żeby nie było, że nic z tym nie robiłam. A owszem, angażowałam się w różne posługi i aktywności pozazawodowe np. jako doradca rodzinny czy mediator (dzięki kolejnym szkoleniom, w które rzucałam się jak zwykle bardzo entuzjastycznie, m.in. „Studium nad rodziną i małżeństwem”, „Szkolenie na mediatora rodzinnego”).

Chcę więcej!

Wciąż jednak czułam niedosyt, wciąż miałam odczucie – to mało, za mało, chcę więcej!

Ale nie miałam bladego pojęcia, co mogłabym robić, jaką pracę podjąć, jaki zawód zdobyć, by mieć wreszcie satysfakcję, pokój wewnętrzny i poczucie, że rzeczywiście idę drogą swojego powołania, że robię to, do czego zostałam stworzona!

Wizja zbliżającej się powoli choć nieubłaganie „magicznej” 40-tki oraz przeczucie nadchodzącego wraz z nią „kryzysu wieku średniego” (o rany, jak to strasznie brzmi) sprawiło, że nieustannie wznosiłam swe jęki do Nieba prosząc o światło i pomoc.

I… pomoc nadeszła!

Oj nie, nie stało się to z dnia na dzień, nie olśniło mnie, nie miałam żadnego OBJAWIENIA!

Ale splot różnych wydarzeń, mniej lub bardziej odważne otwieranie jednych drzwi, które prowadziły znów do kolejnych drzwi i kolejnych możliwości, spotkania wyjątkowych, wspierających mnie ludzi (których, jestem tego pewna, przysłał mi Bóg! I za których jestem ogromnie wdzięczna!) zaprowadziło mnie do… Berlina do szkoły coachingu („Integrative Ausbildung zum Personal Coach” xpand Stiftung, p. https://xpand.eu/de/).

O nauce w tej szkole mogłam właściwie tylko pomarzyć, bo po prostu nie było mnie na nią stać, ale i tu ku mojemu wielkiemu zadziwieniu znalazło się (wiadomo Kto znalazł ;-)) rozwiązanie.

Przygoda i nowa pasja

Tym sposobem zaczęła się niezwykła przygoda: poznawanie i uczenie się coachingu pod okiem i przy pełnym wsparciu znakomitych trenerów, ludzi wielkiego formatu!

Po bardzo intensywnym kilkunastomiesięcznym czasie nauki i prowadzeniu procesów coachingowych potrzebnych do certyfikacji, jesienią 2012, otrzymałam upragniony certyfikat (potwierdzony przez Europäisches Netzwerk für Beratung, Psychologie und Therapie) uprawniający mnie do prowadzenia praktyki coachingowej.

Byłam przeszczęśliwa i… przerażona jednocześnie!

Czułam się tak, jak po zdobyciu prawa jazdy, no niby mam uprawnienia do kierowania samochodem, ale czy już rzeczywiście jestem kierowcą?

Tu również nie zostałam sama, spotykałam (i nadal spotykam) ludzi, którzy mi zaufali, zapraszali do współpracy, pomagali zdobywać doświadczenie, nabierać wprawy w nowym zawodzie, motywowali i inspirowali, często wierzyli w moje możliwości nawet bardziej niż ja sama.

I tak oto trzymając się motta „Bój się i rób” (oraz „ora et labora” :-)), zrezygnowałam z bezpiecznej posadki na etacie, wchodząc na niepewny grunt, nie widząc często, co jest za zakrętem, ale z pełnym przekonaniem, że to jedyna słuszna decyzja!!!

Stan na dziś (początek 2018)?

Spełniło się moje wielkie pragnienie, by robić to, CO KOCHAM, czyli wspieram i towarzyszę kobietom (choć zdarza mi się też pracować z mężczyznami) w procesie przechodzenia przez czas życiowy zawirowań lub świadomego dokonywania upragnionych zmian w ich życiu na lepsze, tak, by mogły żyć i pracować w zgodzie ze sobą, co zawsze daje większą wolność wewnętrzną i szczęście.

Cieszę się pełną praktyką, co w moim przypadku oznacza prowadzenie 7-10 indywidualnych procesów coachingowych równolegle. I mam listę oczekujących na coaching klientek!

Ponadto jestem pomysłodawczynią i prowadzącą (od stycznia 2015!) cykl rozwojowych spotkań „W Kobiecym Kręgu”, które są moją wielką miłością oraz źródłem wielkiej radości i satysfakcji zarówno dla mnie osobiście, jak i dla każdej ze współtworzących tą przestrzeń wzrostu i wzajemnego ubogacania się!

Regularnie organizuję warsztaty rozwojowe dla kobiet dot. zagadnień ważnych i poruszających serca kobiece, gdzie uczestniczki otrzymują rzetelną wiedzę i konkretne narzędzia pomocne w codziennym życiu.

Jestem miłośniczką „Komunikacji Empatycznej” (w oparciu o ideę „Porozumienia Bez Przemocy” wg M. Rosenberga, z ang. Nonviolent Communication) po licznych kursach, próbującą wprowadzać „język serca” (oparty na świadomości emocji i potrzeb) do swojego domu, życia i relacji, a także uczę takie sposobu komunikacji moje klientki i klientów.

Aktualnie studiuję coaching kryzysowy, by rozwijać swoje kompetencje i móc pomagać także klientom, którzy poprzez doświadczenie jakiejś sytuacji kryzysowej mają utrudniony dostęp do swoich zasobów, nie są gotowi na coaching klasyczny, a radzą sobie na tyle dobrze, że nie muszą/nie chcą/nie potrzebują sięgać po pomoc terapeutyczną.

Plany na przyszłość!

Apetyt mam coraz większy!

Chciałabym nieustannie rozwijać się, zdobywać nową wiedzę i umiejętności, by lepiej spełniać swoje powołanie i misję życiową!

Wykluwają się kolejne pomysły np. o prowadzeniu coachingów grupowych, seminariów, a w dalszej przyszłości webinarów i kursów on-line. Czasami aż głowa boli od tej kreatywności.

Ale spokojnie, wszystko w swoim tempie, trzeba tylko wsłuchiwać się w siebie i widzieć szansę, którą przynosi ze sobą każdy dzień! I działać, nie pochopnie, nie nerwowo, nie na oślep, ale z uważnością i ufnością, że wszystko ma swój czas!

Adres

Joanna Mazurek Personal Coach
ul. Dąbrowskiego 25A, 65-021 Zielona Góra, woj. lubuskie, Polska

Telefon

+48 530 430 183